Eye-tracking Facebooka

Pisałem ostatnio o projektowaniu Facebooka i o tym, że twórcy tego serwisu wykorzystują do testowania wprowadzanych w nim zmian badania eye-trackingowe. Postanowiliśmy w K2 User Experience zrobić badanie Facebooka z użyciem eye-trackera, żeby dowiedzieć się jakie są wzorce przeglądania serwisu i jak użytkownicy postrzegają pojawiające się na ich wallu wpisy. Badanie zostało przeprowadzone na grupie 30 respondentów używających regularnie Facebooka.

Co ciekawego z tego wyszło? Przede wszystkim okazuje się, że użytkownicy rzeczywiście czytają posty marek pochodzące z fanpage-y – są one niewiele mniej angażujące niż posty znajomych. Poza tym Facebook wydaje się naprawdę dobrze zaprojektowanym serwisem – użytkownicy patrzą tam, gdzie wydaję się, że powinni, no może poza reklamami 🙂 Wyniki wypełnianego po badaniu eyetrackingowym kwestionariusza mówią o tym, że serwis jest dość prosty i korzystanie z niego daje użytkownikom satysfakcję, ale jednocześnie przydatność Facebooka jest niska. Nasi respondenci podkreślali, że korzystając z Facebooka tracą dużo czasu, który mogliby wykorzystać w lepszy sposób. Ten serwis jest jak narkotyk – bardzo wciąga i daje przyjemność, ale używanie go nie niesie dużej wartość i ma też negatywne skutki.

Oto film z podsumowaniem wyników badania:

Pełny raport do pobrania (PDF).

6 komentarzy

  1. o jakim kwestionariuszu mowa?

    i poza wszystkim, osobiście wydaje mi sie ze wyniki eyetrackingu sa czesto nadinterpretowane..a sama metoda eksploatowana do granic mozliwosci.. zamiast zestawu eyetracking + kwestionariusz (?? Mierzącego poziom satysfakcji?) mozna bylo zrobic zwykle user-based evaluation i miec cala mase danych do ciekawej anlizy.

    Zastanawia mnie opieranie twierdzenia ze facebook jest dobrze zaprojektowany na podstawie wynikow z eyetrackingu..

    Pozdrawiam

    I dzieki za ciekawy blog:)

  2. W raporcie jest napisane, że badaliśmy satysfakcję korzystania z Facebooka za pomocą kwestoinariusza USE (http://usesurvey.com/).

    Zgodzę się z Tobą, że eyetracking jest metodą często stosowaną i niestety wyciągane wnioski są często nadinterpretowane. My staraliśmy się uniknąć tego błędu – w raporcie wyraźnie piszemy w niektórych miejscach, że pewne dane wcale o niczym nie świadczą i zagadnienia wymagałyby dalszych badań.

    A dlaczego jednak wybraliśmy eyetracking? Dlatego, że zwykła obserwacja jak użytkownicy korzystają z Facebooka nie dałaby nam odpowiedzi na główne pytanie badawcze, jakie sobie postawiliśmy: czy użytkownicy czytają (zwracają uwagę, parzą na) posty marek, które polubili. Dzięki eyetrackingowi wiemy. Obserwacja nie dałaby nam nic, poza tym, że niektóre posty użytkownicy lajkują i niektóre komentują, ale nie wiedzielibyśmy czy w ogóle patrzyli na te, z którymi nie weszli w interakcję.

    A co do Twojej ostatniej uwagi – to chyba nikt z nas nie powiedział, że Facebook jest dobrze zaprojektowany wyciągając takie wnioski tylko na podstawie badania 🙂

    Aha, i nasze badanie zostało ostatnio wyróżnione na IAB Europe Research Awards, stając koło podium z Google, Yahoo, Microsoft, Orange i CNN http://www.iabeurope.eu/research/awards—winners.aspx. Także cieszymy się, że najwięksi eksperci z branży, z różnych krajów europejskich uznali, że nasz Eyetracking Facebooka jest jednak bardzo wartościowym badaniem 🙂

  3. Dzięki za wyczerpującą odpowiedź! :))

    a co myślicie o tym: https://vas.3m.com/

    jeden algorytm i po sprawie – nie umiem się do tego ustosunkować.

    Zuza

  4. Ciekawych komputerowych modeli symulujących działanie procesów uwagi jest kilka – ja spędziłem trochę czasu przy tym: http://ilab.usc.edu/bu/ .

    Fundamentalna różnica pomiędzy modelem komputerowym, naśladującym w formie pomiar et, a faktycznym pomiarem et, wynika z tej charakterystyki et, która ogranicza zasięg wniosków z badania et – obciążenia pomiaru specyficznymi atrybutami konkretnej osoby badanej konfrontowanej z konkretnym materiałem badawczym.

    W takiej jednostkowej relacji mechanizmy uwagi poddają się nie tylko skutkom konstrukcji neurologicznej układu poznawczego człowieka (dość dobrze już zbadanej i odzwierciedlanej w modelach komputerowych), ale również, w różnym stopniu, uwarunkowaniom z wyższych poziomów funkcjonowania psychicznego – zawartości pamięci, a nawet stosunkowi emocjonalnemu do obserwowanych symboli.

    W ten sposób, wyzuty z wyższych funkcji psychicznych model komputerowy przedstawia informację jednocześnie bardziej uniwersalną, bo bazującą na symulacji wspólnych dla nas wszystkich procesów neurologicznych, i jednocześnie płytszą, bo nie pozwalającą na przewidywanie zachowań jednostkowych – a więc obarczoną sporym błędem w zakresie funkcji prognostycznej.

    Jest to więc praktycznie zupełnie inna metoda badawcza, która powinna być stosowana z rozwagą, i świadomością założeń teoretycznych leżących u podstaw konkretnego modelu komputerowego. I z pewnością nie zastępuje et.

    Modele symulacyjne rozwijają się w kierunku wyższych funkcji psychicznych (wpływ top-down), lecz mam dużą wątpliwość, czy można oczekiwać odpowiedniej jakości symulacji tych procesów w najbliższym czasie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *