Ubiquitous computing
Nigdzie w polskim internecie nie znalałem niczego na bardzo ciekawy temat jakim jest ubiquitous computing (w skrócie ubicomp), więc postanowiłem coś o tym napisać. Samo polskie tłumaczenie tego terminu „przetwarzanie rozpowszechnione” brzmi dość niezgrabnie. Co to jest i co to znaczy?
Ubocznym skutkiem prawa Moore’a, które mówi, że liczba tranzystorów w mikroprocesorach podwaja się co dwa lata, jest to że słabsze procesory nieubłaganie tanieją. Moc obliczeniowa jest coraz tańsza, odpowiedniki starych procesorów coraz mniejsze, pobierają mniej energii, a mogą nadal znaleźć wiele zastosowań. Dzisiejsze zegarki mają większą moc obliczeniową, niż komputery NASA w momencie lądowania ludzi na Księżycu. Ten fakt powoduje, że istnieje dziś możliwość zastosowania układów elektronicznych w wielu przedmiotach codziennego użytku po bardzo niskich kosztach. Połączenie tych wszystkich urządzeń w sieć daje zupełnie nowe możliwości.
Zobacz więcej »
Trzy książki o designie
Niewiele czytam książek branżowych i nie przepadam za pozycjami opisującymi konkretne przepisy na różne rozwiązania projektowe w interfejsach użytkownika. To bardzo szybko się dezaktualizuje – wolę książki, które mówią o designie na nieco wyższym poziomie abstrakcji. „The Design of Everyday Things” Dona Normana zostało wydane ponad 20 lat temu i nadal jest aktualne!
Dziś kilka impresji na temat książek, które ostatnio przeczytałem. Zobacz więcej »
Ciekawe trendy z Google Books Ngram Viewer
Books Ngram Viewer to nowe narzędzie Google pozwalające na śledzenie statystyk pojawiania się różnych fraz w książkach na przestrzeni lat (nawet od XVI wieku, chociaż raczej mało było wtedy publikacji…). Nie ma oczywiście (niestety) języka polskiego, ale jest angielski, niemiecki, rosyjski i parę innych.
Do czego można tego użyć? Ano, na przykład, żeby prześledzić trendy w terminologii związanej z projektowaniem. Zobaczmy coś takiego (kliknij, żeby powiększyć obrazek):
Jak widać „user experience” idzie ostro w górę od lat 90-tych XX wieku, a „interface design” będące z nami od początku komputerów w latach 70-tych zalicza powolny spadek. Spada też zainteresowanie architekturą informacji („information architecture”), która przegrywa z projektowaniem interakcji („interaction design”). HCI bez większych zmian
Intuicyjny = znajomy
Jako projektant interfejsów jestem często proszony o zaprojektowanie “lepszego” interfejsu dla jakiegoś produktu. Zwykle można to zrobić w taki sposób, że pod względem czasu nauki, szybkości wykonywania operacji (produktywności), mniejszej liczby popełnianych błędów, czy łatwości implementacji nowy projekt będzie bardziej efektywny od produktów konkurencji lub klienta. Jednak nawet kiedy moje propozycje są postrzegane jako znaczące usprawnienia, bywają często odrzucane na podstawie tego, że nie są intuicyjne. To klasyczny “paragraf 22”. Klient chce czegoś, co ma być znacząco lepsze od konkurencji. Ale jeżeli ma być lepsze, nie może być takie same, więc musi być inne (zwykle im większe ulepszenia, tym większa różnica). Dlatego projekt nie może być intuicyjny, to znaczy znajomy. To czego zwykle chce klient, to interfejs z marginalnymi zmianami, które w jakiś sposób będą skutkowały ogromnym postępem. Co jest do osiągnięcia tylko w rzadkich sytuacjach, kiedy oryginalny interfejs ma jakąś poważną wadę, którą można wyeliminować przez drobną poprawkę. – Jef Raskin
Polecam bardzo ważny tekst Jefa Raskina „Intuitive equals familiar” (1994)! Zobacz więcej »
Problemy z terminologią
Dawno, dawno temu (czyli jakieś 5 lat temu
), kiedy nie było jeszcze niczego (prawie: istniał już dział „architektury informacji” w Zentropy Partners, w którym prowadziliśmy pierwsze badania użyteczności, zaczynał Uselab, byli projektanci w największych portalach) Tomek Karwatka wprowadził do powszechnego obiegu pojęcie „web-usability”. Dzięki intensywnie prowadzonej działalności popularyzatorskiej (m.in. blog webusability.pl, Kurs usability) Tomek zasłużył sobie na miano jednego z twórców rynku na usługi usability w Polsce.
Gdy 3 lata temu zakładałem tego bloga chciałem pokazać, że projektowanie interfejsów to coś więcej, niż tylko użyteczność. W pierwszym tekście, który umieściłem na blogu (wcześniej opublikowanym w „Marketingu w Praktyce”) starałem się wyjaśnić, czym jest user experience i dlaczego jest ważne. Nie było to u nas jeszcze wtedy zbyt dobrze znane, ani popularne pojęcie.
Z różnych rozmów wiem, że wiele osób z branży postrzega obecnie określenie „usability” jako ograniczające. Nie czują, że opisuje ono w pełni to czym się zajmują, ale z drugiej strony nie zamierzają z niego rezygnować, jeśli dobrze znają już to pojęcie klienci i tyle wysiłku zostało włożone w jego promocję.
Jak wiadomo najciemniej jest pod latarnią, a szewc w dziurawych butach chodzi i jako specjaliści od użyteczności i prostoty mamy w swoim ogródku straszny bałagan terminologiczny: „specjalista usability”, „architekt informacji”, „projektant interakcji”, „user experience designer”, „projektant HCI”, „UI designer”, „projektant funkcjonalny” to wszystko nazwy stanowisk, które mogą opisywać osoby wykonujące w dużym zakresie tę samą pracę (albo i nie).
Można się w tym pogubić. Czasem w komentarzach na uxdesign widzę, że niektórzy czytelnicy mają problemy ze zrozumieniem różnic w nomenklaturze. Często pojęcia związane z projektowaniem używane są bez zrozumienia, np. co jakiś czas czytam w informacjach prasowych różnych firm, że przygotowano serwis o „wysokim user experience”. Doświadczenia użytkownika mogą być takie lub inne, złe albo dobre, ale „wysokie”? User experience to cecha jakościowa, nie ilościowa.
Ten wpis ma być małą pomocą, jeśli chodzi o definicje różnych zagadnień wiążących się z usability i UX. Zobacz więcej »
Donald Norman o user experience
Nie lubię terminu “usability” i nie chcę, żeby nazywano mnie “ekspertem HCI” (human-computer interaction). Wierzę, że są rzeczy dużo ważniejsze dla ludzi, którzy używają naszych produktów, niż to czy potrafię kliknąć we właściwą ikonę czy znaleźć właściwą opcję… To co ważne to całościowe doświadczenie, od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszę o produkcie aż do zakupu, otwarcia pudełka, uruchomienia, po serwis, utrzymanie, uaktualnienia. Wszystko ma znaczenie: wzornictwo przemysłowe, projekt graficzny, projekt instrukcji, całe usability, projekt funkcjonalny (behavioral design)… więc, stworzyłem termin “user experience” jakiś czas temu, żeby opisać te wszystkie aspekty. Jednak problem polega na tym, że wymaga to około sześciu różnych dyscyplin – dyscyplin, które często nie czują się komfortowo ze sobą. Na przykład projektanci funkcjonalni (behavioral designers) są zupełnie różni od projektantów graficznych; są inaczej wyszkoleni i nie zawsze dobrze się ze sobą dogadują.
Z długiej i interesujące rozmowy z Donem Normanem opublikowanej 9 lat temu w magazynie „Interactions” – „Organizational Limits to HCI” (PDF).



