Nie lubię terminu “usability” i nie chcę, żeby nazywano mnie “ekspertem HCI” (human-computer interaction). Wierzę, że są rzeczy dużo ważniejsze dla ludzi, którzy używają naszych produktów, niż to czy potrafię kliknąć we właściwą ikonę czy znaleźć właściwą opcję... To co ważne to całościowe doświadczenie, od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszę o produkcie aż do zakupu, otwarcia pudełka, uruchomienia, po serwis, utrzymanie, uaktualnienia. Wszystko ma znaczenie: wzornictwo przemysłowe, projekt graficzny, projekt instrukcji, całe usability, projekt funkcjonalny (behavioral design)... więc, stworzyłem termin “user experience” jakiś czas temu, żeby opisać te wszystkie aspekty. Jednak problem polega na tym, że wymaga to około sześciu różnych dyscyplin - dyscyplin, które często nie czują się komfortowo ze sobą. Na przykład projektanci funkcjonalni (behavioral designers) są zupełnie różni od projektantów graficznych; są inaczej wyszkoleni i nie zawsze dobrze się ze sobą dogadują.

Z długiej i interesujące rozmowy z Donem Normanem opublikowanej 9 lat temu w magazynie "Interactions" - "Organizational Limits to HCI" (PDF).