2015: rok w którym UX się skończył

Ten tytuł to oczywiście straszliwy clickbait, ale mam naprawdę taką nadzieję, że UX się wreszcie skończył, przynajmniej takim jakim go do tej pory znaliśmy 😉 Minęły czasy UX Designera jako ewangelisty projektowania zorientowanego na użytkownika, samotnego rycerza-humanisty w świecie IT.

Teraz już nikomu nie trzeba tłumaczyć, że to ważne. Słowa user experience, customer experience, czy nawet human experience (czy może być coś bardziej ogólnego, do tego stopnia, że nie wiadomo, co w zasadzie robisz?), „klientocentryczność”, nie wspominając o design thinking, są na ustach wszystkich, nawet ludzi z zarządów firm, którzy wprawdzie mało wiedzą o projektowaniu, ale wiedzą że są to istotne hasła. Niestety przez swoją niejasność te terminy bardzo łatwo stają się pustymi sloganami. („Tworzymy strategię naszej organizacji w kierunku zwiększania klientocentryczności poprzez rozwój customer experience w duchu metodologii design thinking.” 😉 ) Swoje robi też wiara w to, że projekty rodzą się z badań, a nie z idei, pracy i doświadczenia designerów. (Wiele firm ma wszystko dokładnie przebadane, tylko nic dobrze nie zrobione.)

Ubiegły rok i pół były dla mnie czasem rosnącej utraty zainteresowania branżą UX. Przestały mnie interesować UXowe konferencje (następnego dnia zapominasz o czym mówiła większość prelegentów). Kiedy czytam blogi UXowców, którzy mają łatwe odpowiedzi na każde pytanie, i serio wydają się wierzyć w jakiś idealny proces i rozwiązania, to czuję, że praktycznie nic mnie z tymi kolesiami nie łączy. Większość artykułów o designie w sieci, to teraz content marketing różnych firm, powstający aby nabijać statystyki, a nie z porywu serca, żeby podzielić się czymś naprawdę ciekawym, i są to z reguły niekończące się nudziarstwa typu:

  • „Czym jest UX?” (do dzisiaj nikt nie wie)
  • „UX vs. CX” (ignotum per ignotum)
  • „Czym UX Design różni się od UI Designu?” (palący problem pierwszego świata)
  • „Czy UX Design bez badań z użytkownikami może istnieć?” (istnieje)
  • „Web design umarł vs. nie umarł”
  • „Flat design vs. nie-flat design”
  • „Responsive vs. Adaptive”
  • „Mobile first vs. nie-mobile-first”
  • „Lean vs. Agile UX”
  • Hamburger vs. hamburger to zło”
  • „10 złotych zasad”
  • „10 trendów na przyszły rok”
  • „10 patternów w mobile-u”
  • „10 metod na innowację”
  • „10 narzędzi design thinking”
  • „10 narzędzi do prototypowania”
  • „10 rzeczy, których UX Designerzy mogą się nauczyć od…” (kogokolwiek)

Usability jako branża umarło z powodu zbyt ograniczonego pola widzenia i zbyt dosłownego przywiązania do swoich zasad: pamiętaj zawsze o breadcrumbie, linki powinni być podkreślone, itd. Ale te wszystkie dobre rady i przepisy pojawiające się teraz w setkach artykułów o UXie są równie mało mądre.

Prawdziwe projektowanie, to projektowanie jakiegoś systemu, a system ma do siebie to, że jedna rzecz wpływa w nim na inną, a ta na jeszcze inną, która wpływa na tę pierwszą. Wszystko zależy od kontekstu, każdy problem jest trochę inny, wymaga innych rozwiązań, procesu, narzędzi, podejścia. To co sprawdzi się w jednym miejscu, gdzie indziej nie zadziała, i odwrotnie. Projektowanie to dyscyplina kreatywna, polegająca na rozwiązywaniu otwartych problemów w ramach istniejących ograniczeń. Każdy chwyt jest tutaj dozwolony. (A każdy chwyt niedozwolony potencjalnie może być bardzo wskazany.) Dobry projektant na każde pytanie odpowie “to zależy” 😉 Zależy czym dysponujesz i co chcesz osiągnąć. Myślę, że UX zaczyna powoli tonąć pod ciężarem własnych buzzwordów, niejasności, nadęcia i powtarzanych w kółko banałów.

Przyszłość User Experience to Product Design

Może już czas odpuścić sobie te wszystkie “cośtam-experience”? Powiedzieć prosto: robimy cyfrowe produkty, serwisy, apki, projektujemy procesy, struktury, interfejsy? W tym jesteśmy najlepsi. Tak jak projektanci identyfikacji są najlepsi w projektowaniu identyfikacji, projektanci samochodów są najlepsi w projektowaniu samochodów, architekci w architekturze, a twórcy reklamy w reklamie. UX nie ma patentu na wszystko.

2016+ będzie rokiem Product Designu. Nie Service Designu, który okazał się rozczarowaniem, bo trudno powiedzieć, co taki Service Designer w zasadzie robi, i co dostarcza, a częścią prawie każdej usługi jest jakiś produkt.

User experience, to nie rola jednego człowieka, nie jakiś proces projektowy, nie makiety, nie badania: to doświadczenie użytkownika podczas interakcji z produktem. Na sukces cyfrowego produktu składa się strategia, design, content, procesy, technologia, project management – zwykle praca zespołu wielu osób. Awaria w każdym z tych obszarów może sprawić, że końcowy produkt nie będzie udany. Jeżeli designer nie ma wpływu na biznes, na produkt, i te wszystkie rzeczy, to trudno oczekiwać od niego, że będzie mógł biznesowi znacząco pomóc.

Good Product Designer is hard to find

Ja sam trafiłem do branży zupełnie przez przypadek. Przez kilka lat studiowania psychologii kontestowałem jej sensowność. Dopiero po latach zauważyłem, że to ma swoją wartość. Teraz może wybrałbym inny kierunek. Zajęło mi lata, żeby poczuć się dość pewnie w temacie designu. Teraz każdy i jego pies chce zostać „UX-em”, bo to wydaje się łatwe: nie musisz znać się na projektowaniu interfejsów (bo przecież UX ≠ UI!), nie musisz znać się na technologii, nie musisz kodować, nie musisz znać się na biznesie i marketingu. Po prostu trzymaj się procesu design thinking! A rynek pracy przyjmie cię z otwartymi ramionami, bo każda firma szuka teraz UX Designera.

Ale potem okazuje się, że można przez pół roku odprawiać UX-owe czary, ale nie stworzyć niczego wartościowego na końcu.

I ja miałem okazję oglądać w ubiegłym roku efekty wielomiesięcznej pracy kilku polskich “guru” UXa. Pracy prowadzonej w sposób, jakbyśmy znajdowali się w roku 2005, za to zgodnie z „ideałem”: risercze, persony, szare makiety, dużo szarych makiet. Tylko zabrakło sensowych decyzji biznesowych i spójnej idei (im więcej ficzerów dorzucimy, tym lepiej!). A na poziomie egzekucji projektantowi makiet zabrakło umiejętności związanych z projektowaniem czegokolwiek, co dałoby się przełożyć na czytelny, spójny i estetyczny layout.

Jak możemy zapewnić, że nasza profesja ma dalej sens?

Przez bycie “generalistami”, interesowanie się biznesem, szeroko pojętym designem, psychologią, marketingiem, zarządzaniem, reklamą, sztuką, architekturą, technologią, wszystkim tylko nie UXem 🙂 A równocześnie rozwijanie twardych kompetencji związanych z projektowaniem interfejsów, projektowaniem graficznym, prototypowaniem itd.

Naturalną drogą dla UX Designera jest stanie się Dyrektorem Kreatywnym, Producentem, Product Designerem, Product Ownerem. Którego silną stroną jest umiejętność spojrzenia na temat z lotu ptaka, dostrzeżenia szansy biznesowej, czy problemu do rozwiązania, wypracowanie idei kreatywnej, a jednocześnie umiejętność dopilnowania szczegółów egzekucji tej idei, przełożenia informacji, struktur, treści, procesów na konkretny doświadczalny produkt we współpracy z zespołem różnych specjalistów. To nie jest proste, bo wymaga doświadczenia – im więcej różnorodnych case-ów się przerobiło w przeszłości, tym lepiej.

Od strony agencyjnego podwórka wygląda to tak:

Well I work for a digital agency, have a UX background, head up the UX function and have the title creative director.

The rationale for my becoming a CD, not UXD, is that UX is one of the three creative disciplines that you need for great digital creative (the other being, of course, art direction and copywriting). It makes sense then, just as ADs and CWs can „transcend” their particular technical skills, become a CD and steer an account or pitch to great creative, UX should be able to do the same.

The other part of the rationale relates to responsibility. The account director is responsible for the relationship and commercials, the tech director the tech build, the creative director the creative output etc etc. What’s an experience director responsible for? The „experience”? What is that? Feels very vague and wishywashy to me. Nope, if us UXers are to be more than just usability engineers, forever building out others’ ideas, I think we have to step up and truly establish UX as a creative discipline and that means a career path that ends at ECD (or, hell, president of the universe if you’re really good).

– Colin Greenwood

I bardzo mi się podoba ta wypowiedź Maćka Saganowskiego z pewnego wywiadu (który już niestety nie jest online, ale jak się okazało miałem go zbackupowany):

Nie jest tak różowo, jeśli chodzi o tzw. UX – słowa, od którego coraz bardziej świadomie się odsuwam (stąd nota bene rebranding z UXcamp na Productcamp). Cały czas spotykam się z opiniami, że naszą rolą jest co najwyżej projektowanie dla użytkowników plus może ich badanie. Wszystko, co wychodzi poza projektowanie i research, miałoby należeć do kogoś innego. Content to ten copywriter. Model biznesowy, ta babka z marketingu. Funkcjonalności? Biznes tak chciał. Cena? Stary, przecież to nie do mnie, ja się nie wtrącam, ja projektuję. Na świecie, dużo bardziej niż u nas, zaciera się granica między UX-owcem a produktowcem. Słowem, które najlepiej pokazuje tę ewolucję UX-owca w kierunku produktu jest Producent. Osoba, która będzie specjalistą w 2-3 dziedzinach (np. research, np. projektowanie), ale będzie miała minimum umiejętności i przede wszystkim chęci i umocowanie managementu, żeby prowadzić projekt od pomysłu do jego realizacji. Nie od strony budżetu czy terminów jak typowy PM, ale od strony merytorycznej, biznesowej. Musimy pamiętać, że UX nie zaczyna się w momencie narysowania ekranu, ale dużo, dużo wcześniej. I nie zaczyna się nawet od usera, od psychologii, od miekkich etno akcji, ale od excela, od cyfr, od chęci robienia zysku. Od sprzedawania korzyści. Od zaobserwowania luki w ofercie konkurencji. Od kapitalistycznej motywacji.

Przeciętny UX-owiec w Polsce jest za blisko użytkownika, a za daleko od biznesu. Mamy wpływ na ergonomię produktu, a za rzadko na jego wartość dla użytkownika i wartość dla biznesu. Większość CV, które do nas przychodzi to absolwenci SWPS. Taki humanistyczny profil wykształcenia specjalistów połączony z romantyczną interpretacją skrótu UX i oderwaniem od decyzyjności biznesowej jest fundamentem problemu. Nie pomagają też silosy korporacyjne i procesy w nich panujące. My tu w teamie biznesowym sobie wszystko obmyślimy, a ty ‘zaprojektuj’. UX to – między innymi – projektowanie, ale samo projektowanie to nie UX.

Wypadałoby dodać, że samo „obmyślanie” bez zderzenia z projektem, to też nie to. Dla mnie UX to trzy rzeczy:

  • Wyczucie biznesowe we wszystkich aspektach projektu (co warto robić i jak to zrobić – bo te generyczne procesy, co to o nich w książkach piszą, to wiadomo, że nic nie warte).
  • Praca z ludźmi tj. umiejętność zebrania informacji i komunikacji naszych racji, wniosków i decyzji, sprzedania projektu, nawigowania w korpo polityce.
  • Umiejętność pracy nad samym interfejsem od idei po realizację detali. (Jeżeli nie umiesz w swoim medium projektować, nie posiadasz w nim wystarczającej erudycji, to nie nazywaj się projektantem, as simple as that.)

Inaczej się nie da. Żaden Axure-srasksiur, Photoshop, Sketch, Bootstrap, Sharepoint, metody, badania, persony, customer journey, i inne głupoty nie są ważne, są tylko ewentualnym środkiem do celu, który w większości przypadków można nazwać jakimś działającym produktem, prowadzącym z kolei do celów biznesowych.

PS. English version of this article is available here – „2015: the year UX ended.”

26 komentarzy

  1. Cześć,

    Dobrze, że w końcu ktoś nazwał „rzeczy po imieniu’. Świetna robota.

  2. Jezu, podpisuję się obydwiema rękami (ba, miałem rozgrzebaną notkę na ten temat).

    Im starszy jestem, im więcej projektów zrealizuję, tym bardziej jestem przekonany, że ta mityczna praca z ludźmi: sprzedawanie projektu i nawigowanie w korporacyjnej polityce, to cholernie kluczowe umiejętności w życiu „ludzi od cyfrowych produktów”.

    Patrząc na krajobraz polskiego rynku, widzę coś jeszcze gorszego – nawet nie tyle wspomniane „przebywanie” za blisko użytkownika, co przebywanie za dużo w metaforycznym Axurze i generowanie makiet na potęgę (RWD, material, redesign) zamiast realistycznego, ciągłego myślenia o produkcie. Nie jestem wcale pewien, czy odpowiadają za to mityczne silosy, czy raczej niedojrzałość obydwu stron: biznesu, który myśli o projektowaniu jako o rysowaniu bez myślenia; projektantów, którzy nie potrafią/nie chcą/nie umieją używać i poruszać się w środowisku biznesowym.

    Piszesz o Product Designer/Producent/Product Owner…Nie jestem przekonany czy to się wydarzy. Skąd mają się wziąć Ci świadomi ludzie od zarządzania produktem? Skąd raptem zdobędą kompetencje? Kto raptem im da część swojej władzy?

    Chciałbym to zakończyć jakoś bardziej optymistycznie. Ale jeszcze przed Twoim wpisem, postanowiliśmy z Asią i Igą, że nasz coraport „UX” będzie też skierowany do PO i Service Designerów (jednak). Co tylko potwierdza Twoją tezę, że UX umiera 😉

  3. Genialny tekst! A poniższe to właściwie esencja problemu:

    >Przeciętny UX-owiec w Polsce jest za blisko użytkownika, a za daleko od biznesu. Mamy wpływ na ergonomię produktu, a za rzadko na jego wartość dla użytkownika i wartość dla biznesu.

    Nie ma podejścia holistycznego, które nieustannie wymagałoby z jednej strony poszerzania kompetencji (ot, choćby o analitykę biznesową czy psychologię właśnie), a z drugiej o współpracę z innym działami (z biznesem na czele) i spinanie produktu w spójną całość osiągającą cele biznesowe bez szkody dla użytkownika.

  4. „My tu w teamie biznesowym sobie wszystko obmyślimy, a ty ‘zaprojektuj’.”

    To jedno zdanie odzwierciedla moją obecną sytuację w firmie i podejrzewam, że i w znacznej większości innych firm. Niestety to smutne. O ile nie chce być postrzegany nigdy jako „guru” etc. a dążę do pracy zespołowej w celu wypracowania optymalnego rozwiązania, bo idealnego nigdy się nie da, to i tak nie znajduję zrozumienia…

  5. Cześć,

    Maciek, nie ze wszystkim się zgodzę, o czym tutaj piszesz 🙂 W pewnym sensie zaprzeczasz sam sobie. Przytoczę kilka kluczowych zdań i wyjaśnię o co mi chodzi.

    „Tak jak projektanci identyfikacji są najlepsi w projektowaniu identyfikacji, projektanci samochodów są najlepsi w projektowaniu samochodów, architekci w architekturze, a twórcy reklamy w reklamie. UX nie ma patentu na wszystko.”

    „Na sukces cyfrowego produktu składa się strategia, design, content, procesy, technologia, project management – zwykle praca zespołu wielu osób.”

    „Jeżeli designer nie ma wpływu na biznes, na produkt, i te wszystkie rzeczy, to trudno oczekiwać od niego, że będzie mógł biznesowi znacząco pomóc.”

    „Musimy pamiętać, że UX nie zaczyna się w momencie narysowania ekranu, ale dużo, dużo wcześniej.”

    Wyjaśniam, dlaczego nie zgadzam się z przesłaniem tego artykułu. Ty w tym artykule jak i część branży trochę odchodzicie od klasycznego „projektowania apek, serwisów, interfejsów”. Chcecie zajmować się czymś WIĘCEJ. Pojawiają się te buzzwordy jak UX, Service Design czy Product Design (tak to też jest buuzzword :))

    Rozumiem to WIĘCEJ (o co chodzi), ale nie zgadzam się i nie rozumiem dlaczego jest to stawiane jako alternatywa, jako lepszy zamiennik dla tego klasycznego „projektowania apek, serwisów, interfejsów”. Wchodzisz tutaj mocno w sferę biznesową, dlatego nie powiedziałbym że jest to lepsze podejście. Powiedziałbym że jest to zupełnie co innego. Inny zawód.

    Przytoczę jeszcze raz to zdanie:
    „Jeżeli designer nie ma wpływu na biznes, na produkt, i te wszystkie rzeczy, to trudno oczekiwać od niego, że będzie mógł biznesowi znacząco pomóc.”

    Dlaczego wychodzi się z założenia że designer ma sprawować piekę nad całością biznesu? Dlaczego designer ma mieszać się w biznes? Dlaczego wychodzi się z założenia że designer ma mówić w jaki sposób klient ma zarabiać?

    Posłużę się przykładem restauracji, co jest akurat modne. Właściciel restauracji chce by projektant zaprojektował wnętrze restauracji. Wyposażenie, oświetlenie, klimat, wrażenie itp. I teraz idąc Twoim tokiem myślenia, Pan projektant powinien sprawdzić menu restauracji i wtrącić swoje trzy grosze: „bo konkurencja ma lepsze dania, bo konkurencja to, bo tego brakuje, bo tu coś można zmienić, może zróbmy coś z cenami, a tego nikt nie będzie jadł etc”.

    Dlaczego projektant powinien omawiać i proponować zmiany w modelu biznesowym, więc i rozmawiać z tymi wszystkimi ludźmi od marketingu, strategii etc?

    Dlaczego wychodzisz z założenia, ze projektant – ten od apek i serwisów powinien być zbawicielem biznesu?

    Rozróżnijmy dwie rzeczy.
    1. Projektant – najprościej to osoba (w naszym przypadku), która zajmuje się projektowaniem tego co widać na ekranach monitorów, telefonów itp. Z uwzględnieniem celów biznesowych i tych użytkownika.
    2. Projektant który zanim zaprojektuje coś wizualnego, to chce wcześniej naprawić lub ulepszyć biznes klienta, bo przecież „UX nie zaczyna się w momencie narysowania ekranu, ale dużo, dużo wcześniej”.

    Rozumiem, że może Tobie jak i innym projektantom przestaje wystarczać tworzenie tych wizualnych rzeczy widocznych na ekranach, a próbujecie mieszać się w produkt klienta także w innych sferach (takie trochę anioły biznesu z tym że to Wam płacą), ale nie popieram i nie rozumiem podejścia że oto klasyczny projektant jest na wymarciu, taka usługa jest już przestarzała, nie trendy i nie ma sensu. Teraz jesteśmy od tego by negocjować z klientem jakie ma sprzedawać usługi i w jaki sposób ma zarabiać pieniądze.

    Nie mieszałbym tych dwóch rzeczy, a na pewno nie stawiałbym sprawy tak że oto idziemy dalej i od teraz takie podejście jest poprawne.

    Ten projektant od wnętrz nie musi znać cen w innych restauracjach, nie musi wiedzieć że z tej usługi nikt nie skorzysta, że tego asortymentu nikt nie będzie jadł i że model biznesowy jest lipny. Projektant musi tak zaprojektować wnętrze by klienci tam chcieli zostać, by chcieli płacić i by im było łatwiej to zrobić.

    To chyba tyle chciałem powiedzieć 🙂

  6. Fajny art.

    Tylko się zastanawiam, czy problem leży w nazwie stanowiska, czy w tym, jaka jest jego definicja? A dokładniej tego, że mylimy stanowisko UX Designera z po prostu Designerem.

    Więc w stu procentach zgadzam się z Tobą w kontekście kompetencji i obowiązków osoby na tym stanowisku, ale szkoda, że znowu wchodzimy w to, co mamy mieć napisane na wizytówce (ego?), a nie w to, co mam potrafić jako osoba na danej pozycji.

    Ale prawda – clickbait jest 😛

  7. Bardzo dobrze, że taki wpis powstał. Podobnie jak Tomek podpisuję się pod tym w całości. Od dłuższego czasu mam te same przemyślenia i trochę nawet martwiłem się, że nikt o tym głośno nie mówi. Dobrze, że nie jestem z tym sam 🙂

    Kierunek zmian dobry pytanie ile czasu jeszcze zajmie, żeby był powszechny.

  8. Prawda. UXem tak na prawdę może być każdy, bo nie liczą się z tym żadne „twarde umiejętności”. Czy produkt cyfrowy może powstać bez UX-a ? Może i nie rzadko odnosi sukces – wystarczą ludzie z głowami na karkach i świadomi tego co chcą osiągnąć.
    Umiejętności, które opisują UX Twoim zdaniem, też właściwie powinien posiadać dobry pm.

    Słowo zarządzanie produktem to chyba słowo klucz. Jasno komunikuje, że człowiek zarządzający produktem jest odpowiedzialny za całe środowisko produktu – jak wygląda, działa i jakie emocje budzi, aż po zwrot z inwestycji 😉

  9. O rany, prawdziwe, żywe komentarze 🙂

    Po pierwsze: bardzo, bardzo trafne zdiagnozowanie tematu.

    Po drugie: jednakowoż rozróżnienie na Product Design a Service Design pewnie pozostanie. Pamiętaj Maciek, że w języku projektantów (projektantów-projektantów, takich po wzornictwie), „produkt” oznacza rzecz fizyczną. Jeśli ktoś mówi, że projektuje produkty, oznacza to wazony, opakowania czy szczoteczki do zębów. W tym kontekście projektowanie usług jest czymś zupełnie innym. Dziedziną z innym backgroundem przede wszystkim. Ja się zgadzam, że usługa jest produktem (np. abo w telco to usługa, chociaż dla mnie jest naszym produktem i przy niej pracuję z produktowcami), ale ten podział będzie trwał, przynajmniej przez czas jakiś.

    Ja to widzę tak, że teraz idzie fala unifikacji. A kiedy się już wszystko zunifikuje, to się okaże, że takie zunifikowane to też jednak o niczym i za lat kilka powróci idea „UXa w stanie czystym”. Bo to, że UX jako kategoria zanika, uważam za sukces. Oznacza to, że osiągany pewien stan nasycenia. To nic, że część rzeczy jest kiepska. Zawsze będą kiepscy rzemieślnicy, piłkarze, artyści czy policjanci. Taka natura rzeczy. Sukcesem jest to, że ludzie powszechnie zaczynają obszary DOŚWIADCZEŃ oraz PROJEKTOWANIA dostrzegać.

    To tak na gorąco, pewnie wrócę wkrótce do tego na swoim blogu.

    PS. Ja od roku mierzę się z ideą zmiany chociażby nazwy tegoż, bo on jest o wszystkim, tylko nie o UXie. Naprawdę miło zobaczyć, że również masz tego typu wątpliwości o zbliżone spojrzenie na temat 🙂

  10. O ile wyjdziemy poza myslenie ze produkt = produkt cyfrowy, to mozna powiedziec ze okreslanie sie mianem product designera jest okay. Dla mnie kazdy produkt cyfrowy jest forma dostarczenia jakiejs uslugi, wiec service designerzy sa okay, gdyz pozwalaja spojrzec na problem z wiekszej perspektywy niz product designerzy (w sensie opisanym powyzej) czy tez UXi

  11. „Teraz już nikomu nie trzeba tłumaczyć, że to ważne” – nieprawda 😉

  12. Maćku świetnie to ująłeś, jednak dodałbym, że jako młody UX praktykowałem w paru organizacjach i od początku widziałem największy fail w braku dobrego rozwiazania w kwesti usytuowania UXa w strukturze organizacji…. czy to w marketingu czy w design czy w IT… a tak na prawde z idei IX powinien być komórką sztabową wszechobecną i z dość dużym wpływem na cały projekt… wiec chyba jest to nie realna pozycja dla nowicjuszy- stąd makieciarze i wyrobnicy funkcjonalności swoich przełożonych… smutne ze na starcie tak bezsensowne

  13. Maciek, nie padnij – mega się z tobą zgadzam:))) zastanawiam się tylko czy to, co piszesz to problem jajka czy kury. Czy przypadkiem pod określenie UX (które w swoim pierwotnym zamierzeniu miało podkreślić rolę sfery emocjonalnej w projektowaniu nad użytecznościowym pragmatyzmem) nie zostało wepchnięte wszystko, co łatwe i szybkie do opanowania a to, co nie trudne i żmudne. Czy aby potrzeba na modowość zawodu nie wykończyła skutecznie jego wartości. Czy ludzie, którzy znaleźli w DT i UX pomysł na szybkie acz pozorne przebrandowienie to nie najwieksza przyczyna i skutek takiej sytuacji w jednym?

  14. Kurcze,

    zgadzam się?

    moje ostatnie przemyślenia, to fakt, że nie zdołam wpłynąć na zmianę silosowego-axurowego-photoshopowego sposobu myślenia o projektach w inny sposób jak przez, uwaga: kompetencje miękkie, czyli komunikacja, efektywne wystąpienia etc.!

    Sama wiedza o usability, UCD, proces projektowania, badania, czy umiejętność kodowania nie wystarczy (a wręcz może przeszkodzić, bo przychodzą do mnie projekty typu: dodaj kafel na stronie;)). Mnóstwo czasu zajęło mi to, żeby przyszło choć jedno zgłoszenie nowego projektu, które tak naprawdę zaczyna się od wyznaczenia celów biznesowych, a nie pomysłu w jaki sposób ktoś chce coś zrobić.

    Frustacja, ale pojawia się jasne światło w tunelu 😉

    W tym kontekście świetny artykuł.

  15. Maciej,
    w pełni się z Tobą zgadzam – mam te same obserwacje. Patrząc na to wszystko widzę, że UX to otwarte wrota do świata IT – gdzie są pieniądze i możliwości rozwoju. I tym bardziej jest to atrakcyjne, bo nie trzeba znać się na technologii, aby brać udział projektach IT i zarabiać. Tutaj również zgodzę się z Agnieszką, że „…w UX zostało wepchnięte wszystko, co łatwe i szybkie do opanowania a to, co nie trudne i żmudne” – tak, cyfrowe prototypowanie jest łatwe – ba jest często nazywane projektowaniem. Więc idąc na skróty: jeśli potrafię zrobić prototyp w Axure jestem projektantem. Bariera wejścia do grona UX Designerów stopniała niemal do zera. Dlatego przestałem uczestniczy w konferencjach branżowych, na słowo UX dostaje drgawek, podobnie jak na start-up i service design. Coraz częściej podział na produkty i usługi nie ma sensu, ponieważ produkt jest często nośnikiem usługi – granica będzie się zacierać. Czy do tego projektu potrzebujemy product designera czy service designera?

    Jeśli chodzi o podział kompetencji projektantów, to widać wyraźny podział na tych co potrafią rozmawiać z biznesem i kreować wartość produktów/usług oraz na tych którzy potrafią to narysować, z animować, wyprodukować i wdrożyć. To są totalnie inne kompetencje, ale potrzebne do stworzenia wartościowego produktu. Niestety wrzucone do jednego pudełka.

  16. Czytałem artykuł, czytałem komentarze i cały czas miałem w głowie głosy typu „czyli nie tylko ja takie mam wrażenie” itp.
    I miałem napisać komentarz mówiący o tym jak bardzo się z tym zgadzam i w ogóle, że fajnie. Tzn. jest fajnie, że powstał o tym artykuł.

    No i dotarłem do komentarza Adama, następnie jeszcze chyba do jednego i dwóch i sobie przypomniałem oczywistą prawdę:
    „Każdy uważa, że jego rola jest najważniejsza”

    I właśnie taki ton wybrzmiewa z tego artykułu – UX bardzo to ważna osoba i powinna mieć wpływ na wszystkie decyzje w projekcie, brać we wszystkim udział. I jest to trochę tutaj mylone z podejściem holistycznym do projektowania. A kto jak kto, ale to właśnie UX powinien sobie zdawać sprawę z roli w projekcie.

  17. Hej, dzięki za ten wpis – zgadzam się! Zastanawiam się, dlaczego właściwie się zgadzam? Myślę, że po prostu mam podobne talenty, aspiracje i zainteresowania 🙂

    Jeśli chodzi o procesy, metodologie, labelki, nazwy stanowisk i zakres odpowiedzialności: irytują mnie ciągłe arystotelesowskie próby klasyfikowania, porządkowania, nazywania, procesowania. To bicie piany i „wąchanie własnych pierdów”. Przestańmy szukać jednego, idealnego procesu – on zależy od zespołu oraz projektu – zderzenia konkretnych ludzi, charakterów, osobowości, talentów, umiejętności.

  18. Dzięki za ten wpis, nie będę oryginalny, ale pokrywa się z moimi przemyśleniami w tym temacie. Pracuje jako Product Designer w Berlinie i z tej perspektywy widzę pewne odejście od UX jako takiego właśnie na rzecz Product Designerów. Oczywiście to nie jest tak, że nie ma już w ogóle ofert dla ludzi od „czystego” UX – w świadomości managerów to ciągle ważni specjaliści, natomiast coraz więcej firm robi zwrot w kierunku designerów posiadających więcej kompetencji, włącznie z podstawową wiedzą w zakresie kodowania (głównie dla lepszego zrozumienia z developerami), traktując po prostu UX jako kolejną niezbędną umiejętność.

    U nas w firmie wygląda to tak, że każdy z designerów uczestniczy w projekcie od bardzo wczesnego etapu, może nie tyle mamy duży wpływ na decyzje biznesowe, natomiast przy tworzeniu specyfikacji współpracujemy już ściśle z Product Managerami, robimy zarówno prototypy, jak również ostateczny design, a także prowadzimy testy jakościowe z użytkownikami (od ilościowych mamy oddzielny zespół analityków, który dostarcza nam dane). Tyle, że jesteśmy wewnętrznym działem firmy i rozwijamy jeden konkretny produkt, więc nam jest znacznie łatwiej niż agencjom.

    Zresztą sam termin UX osobiście zawsze uważałem, za CAŁOŚĆ doświadczeń jakie płyną z korzystania z gotowego produktu, rozpatrywanych na różnych poziomach (np. wizualnym, flow, dźwięk itd.) tymczasem mam wrażenie, że UX zostało sprowadzone do rysowania kółek i kwadratów. Sam nie uznaje wireframów robionych przez ludzi, którzy nie mają umiejętności w zakresie designu (zwłaszcza PM-ów – to, to już w ogóle absurd) większość z nich jest niestety kiepska.

  19. Podejście całościowe? Super, ale tak powinno być od początku. Teraz doszliśmy do sytuacji nie tylko, że część klientów nadal o UX nie wie nic, ale do ekstremum (po drugiej stronie) gdzie termin jest maksymalnie spłycony i rządzi przekonanie „UX jest ważny, bo jest ważny.”

    Nie oszukujmy się, że Product Design jako termin będzie zbawieniem, bo po chwili to będzie tak samo wyświechtany termin jak User Experience, Service Design, Design Thinking i wszystko inne z tej półki. W jednej firmie najpierw grafików zmieniono, na UI designerów, później na UX designerów, a teraz na Product Designerów. I co z tego jak kompetencje się nie ruszyły, a część tych „product designerów” boi się porozmawiać z klientem i nie ma bladego pojęcia co to Business Model Canvas. Tytuł nic nie znaczy i najważniejsza jest edukacja klientów poprzez pokazywanie im wartości biznesowej jaką chce się dostarczyć.

  20. W tej słodyczy komentarzy pozytywnych wyrażam sprzeciw 🙂
    Może nie tak żeby od razu liberum veto ale dostrzegam pewien brak konsekwencji we wpisie. Piszesz o zamianie UX-cośtam na Product Design. Jednocześnie podając równie rozmytą definicję PD jak przed chwilą krytykowałeś UX-cośtam.

    Inaczej mówiąc wyszła nam zamiana UX-cośtam na Product-cośtam – dla zarządów równie niezrozumiała choć można im przez jakiś czas wmawiać, że to szerszy kontekst, bardziej całościowy itp. pitu pitu. 🙂

    Jednak problemy jakie trafnie diagnozujesz są, istnieją i faktycznie na co dzień, można spotkać UX-magików, którzy bezpodstawnie chodzą z głową w chmurach uważając że sukces całej aplikacji, Ba! Firmy całej to efekt zaprojektowanych przez nich ekranów i wyborze koloru przycisków na stronie http://www... to jednak nie dotyczy tylko UX-magików, to ogólna cecha nadętych pracowników i tak samo może przydarzyć się w księgowości, HRach, a nawet sprzątacze mogą pomyśleć że cały sukces to dzięki ich sprzątaniu biurek.

    To samo może dotyczyć i zapewne niedługo będzie dotyczyć Product Designerów, Product Ownerów czy co tam z nich wyjdzie za 2-3 lata. Zwłaszcza jeśli mamy tak rozbudowany opis zakresu odpowiedzialności PD 🙂

    Jaka przyszłość zatem?
    nie wiem… a przynajmniej nie próbuję przewidywać, zważywszy na moje znikome w tym umiejętności, gdzie sprawdziło się ledwie kilka rzeczy jakie przewidywałem, że się wydarzą – z różnych dziedzin.
    Z dużą dozą ostrożności powiem że najbliższe lata to rozwój firm nastawionych na otwartą komunikację z klientem. Milennialsi tego oczekują, biznesmen to ma być ktoś z kim można pójść na browar, produkt to ma być coś co można używać bez obciachu ale i bez zbytniego obnoszenia się z tym. Interfejsy zaś (jeśli już zejdziemy na tak niski poziom projektowania) to rewolucja związana z rozwojem nowych technologii choć tutaj VR’owi nie wróżę przyszłości… ale jak już pisałem mam znikome umiejętności przewidywania przyszłości 🙂

  21. Znakomite podsumowanie sytuacji. Wielu tzw. „UX Designerów” zapomina o tym, że najpierw trzeba nauczyć się projektować.
    Badania, gotowe rozwiązania, argumenty na każdy problem to zbyt często pojawiające się hasła za którymi kryją się Ci samozwańczy projektanci. Ludzie zapominają o tym, że wszystko sprowadza się do produktu a pośrednio najczęściej do layoutu – tego nie da się oszukać i umiejętności projektowania nie zastąpi żaden bełkot. Makiety z Axura są narzędziem do pracy, dyskusji, przedstawiania pomysłów a nie produktem samym w sobie. To glina, element składowy – bez wartości sam w sobie…
    Nauczmy odróżniać się wartościowych projektantów z warsztatem i doświadczeniem od laików powtarzające zasłyszane mądrości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *