Ten tytuł to oczywiście straszliwy clickbait, ale mam naprawdę taką nadzieję, że UX się wreszcie skończył, przynajmniej takim jakim go do tej pory znaliśmy 😉 Minęły czasy UX Designera jako ewangelisty projektowania zorientowanego na użytkownika, samotnego rycerza-humanisty w świecie IT.

Teraz już nikomu nie trzeba tłumaczyć, że to ważne. Słowa user experience, customer experience, czy nawet human experience (czy może być coś bardziej ogólnego, do tego stopnia, że nie wiadomo, co w zasadzie robisz?), "klientocentryczność", nie wspominając o design thinking, są na ustach wszystkich, nawet ludzi z zarządów firm, którzy wprawdzie mało wiedzą o projektowaniu, ale wiedzą że są to istotne hasła. Niestety przez swoją niejasność te terminy bardzo łatwo stają się pustymi sloganami. ("Tworzymy strategię naszej organizacji w kierunku zwiększania klientocentryczności poprzez rozwój customer experience w duchu metodologii design thinking." 😉 ) Swoje robi też wiara w to, że projekty rodzą się z badań, a nie z idei, pracy i doświadczenia designerów. (Wiele firm ma wszystko dokładnie przebadane, tylko nic dobrze nie zrobione.)

Ubiegły rok i pół były dla mnie czasem rosnącej utraty zainteresowania branżą UX. Przestały mnie interesować UXowe konferencje (następnego dnia zapominasz o czym mówiła większość prelegentów). Kiedy czytam blogi UXowców, którzy mają łatwe odpowiedzi na każde pytanie, i serio wydają się wierzyć w jakiś idealny proces i rozwiązania, to czuję, że praktycznie nic mnie z tymi kolesiami nie łączy. Większość artykułów o designie w sieci, to teraz content marketing różnych firm, powstający aby nabijać statystyki, a nie z porywu serca, żeby podzielić się czymś naprawdę ciekawym, i są to z reguły niekończące się nudziarstwa typu:

  • "Czym jest UX?" (do dzisiaj nikt nie wie)
  • "UX vs. CX" (ignotum per ignotum)
  • "Czym UX Design różni się od UI Designu?" (palący problem pierwszego świata)
  • "Czy UX Design bez badań z użytkownikami może istnieć?" (istnieje)
  • "Web design umarł vs. nie umarł"
  • "Flat design vs. nie-flat design"
  • "Responsive vs. Adaptive"
  • "Mobile first vs. nie-mobile-first"
  • "Lean vs. Agile UX"
  • "Hamburger vs. hamburger to zło"
  • "10 złotych zasad"
  • "10 trendów na przyszły rok"
  • "10 patternów w mobile-u"
  • "10 metod na innowację"
  • "10 narzędzi design thinking"
  • "10 narzędzi do prototypowania"
  • "10 rzeczy, których UX Designerzy mogą się nauczyć od..." (kogokolwiek)

Usability jako branża umarło z powodu zbyt ograniczonego pola widzenia i zbyt dosłownego przywiązania do swoich zasad: pamiętaj zawsze o breadcrumbie, linki powinni być podkreślone, itd. Ale te wszystkie dobre rady i przepisy pojawiające się teraz w setkach artykułów o UXie są równie mało mądre.

Prawdziwe projektowanie, to projektowanie jakiegoś systemu, a system ma do siebie to, że jedna rzecz wpływa w nim na inną, a ta na jeszcze inną, która wpływa na tę pierwszą. Wszystko zależy od kontekstu, każdy problem jest trochę inny, wymaga innych rozwiązań, procesu, narzędzi, podejścia. To co sprawdzi się w jednym miejscu, gdzie indziej nie zadziała, i odwrotnie. Projektowanie to dyscyplina kreatywna, polegająca na rozwiązywaniu otwartych problemów w ramach istniejących ograniczeń. Każdy chwyt jest tutaj dozwolony. (A każdy chwyt niedozwolony potencjalnie może być bardzo wskazany.) Dobry projektant na każde pytanie odpowie “to zależy” 😉 Zależy czym dysponujesz i co chcesz osiągnąć. Myślę, że UX zaczyna powoli tonąć pod ciężarem własnych buzzwordów, niejasności, nadęcia i powtarzanych w kółko banałów.

Przyszłość User Experience to Product Design

Może już czas odpuścić sobie te wszystkie “cośtam-experience”? Powiedzieć prosto: robimy cyfrowe produkty, serwisy, apki, projektujemy procesy, struktury, interfejsy? W tym jesteśmy najlepsi. Tak jak projektanci identyfikacji są najlepsi w projektowaniu identyfikacji, projektanci samochodów są najlepsi w projektowaniu samochodów, architekci w architekturze, a twórcy reklamy w reklamie. UX nie ma patentu na wszystko.

2016+ będzie rokiem Product Designu. Nie Service Designu, który okazał się rozczarowaniem, bo trudno powiedzieć, co taki Service Designer w zasadzie robi, i co dostarcza, a częścią prawie każdej usługi jest jakiś produkt.

User experience, to nie rola jednego człowieka, nie jakiś proces projektowy, nie makiety, nie badania: to doświadczenie użytkownika podczas interakcji z produktem. Na sukces cyfrowego produktu składa się strategia, design, content, procesy, technologia, project management - zwykle praca zespołu wielu osób. Awaria w każdym z tych obszarów może sprawić, że końcowy produkt nie będzie udany. Jeżeli designer nie ma wpływu na biznes, na produkt, i te wszystkie rzeczy, to trudno oczekiwać od niego, że będzie mógł biznesowi znacząco pomóc.

Good Product Designer is hard to find

Ja sam trafiłem do branży zupełnie przez przypadek. Przez kilka lat studiowania psychologii kontestowałem jej sensowność. Dopiero po latach zauważyłem, że to ma swoją wartość. Teraz może wybrałbym inny kierunek. Zajęło mi lata, żeby poczuć się dość pewnie w temacie designu. Teraz każdy i jego pies chce zostać "UX-em", bo to wydaje się łatwe: nie musisz znać się na projektowaniu interfejsów (bo przecież UX ≠ UI!), nie musisz znać się na technologii, nie musisz kodować, nie musisz znać się na biznesie i marketingu. Po prostu trzymaj się procesu design thinking! A rynek pracy przyjmie cię z otwartymi ramionami, bo każda firma szuka teraz UX Designera.

Ale potem okazuje się, że można przez pół roku odprawiać UX-owe czary, ale nie stworzyć niczego wartościowego na końcu.

I ja miałem okazję oglądać w ubiegłym roku efekty wielomiesięcznej pracy kilku polskich “guru” UXa. Pracy prowadzonej w sposób, jakbyśmy znajdowali się w roku 2005, za to zgodnie z "ideałem": risercze, persony, szare makiety, dużo szarych makiet. Tylko zabrakło sensowych decyzji biznesowych i spójnej idei (im więcej ficzerów dorzucimy, tym lepiej!). A na poziomie egzekucji projektantowi makiet zabrakło umiejętności związanych z projektowaniem czegokolwiek, co dałoby się przełożyć na czytelny, spójny i estetyczny layout.

Jak możemy zapewnić, że nasza profesja ma dalej sens?

Przez bycie “generalistami”, interesowanie się biznesem, szeroko pojętym designem, psychologią, marketingiem, zarządzaniem, reklamą, sztuką, architekturą, technologią, wszystkim tylko nie UXem 🙂 A równocześnie rozwijanie twardych kompetencji związanych z projektowaniem interfejsów, projektowaniem graficznym, prototypowaniem itd.

Naturalną drogą dla UX Designera jest stanie się Dyrektorem Kreatywnym, Producentem, Product Designerem, Product Ownerem. Którego silną stroną jest umiejętność spojrzenia na temat z lotu ptaka, dostrzeżenia szansy biznesowej, czy problemu do rozwiązania, wypracowanie idei kreatywnej, a jednocześnie umiejętność dopilnowania szczegółów egzekucji tej idei, przełożenia informacji, struktur, treści, procesów na konkretny doświadczalny produkt we współpracy z zespołem różnych specjalistów. To nie jest proste, bo wymaga doświadczenia - im więcej różnorodnych case-ów się przerobiło w przeszłości, tym lepiej.

Od strony agencyjnego podwórka wygląda to tak:

Well I work for a digital agency, have a UX background, head up the UX function and have the title creative director.

The rationale for my becoming a CD, not UXD, is that UX is one of the three creative disciplines that you need for great digital creative (the other being, of course, art direction and copywriting). It makes sense then, just as ADs and CWs can "transcend" their particular technical skills, become a CD and steer an account or pitch to great creative, UX should be able to do the same.

The other part of the rationale relates to responsibility. The account director is responsible for the relationship and commercials, the tech director the tech build, the creative director the creative output etc etc. What's an experience director responsible for? The "experience"? What is that? Feels very vague and wishywashy to me. Nope, if us UXers are to be more than just usability engineers, forever building out others' ideas, I think we have to step up and truly establish UX as a creative discipline and that means a career path that ends at ECD (or, hell, president of the universe if you're really good).

- Colin Greenwood

I bardzo mi się podoba ta wypowiedź Maćka Saganowskiego z pewnego wywiadu (który już niestety nie jest online, ale jak się okazało miałem go zbackupowany):

Nie jest tak różowo, jeśli chodzi o tzw. UX – słowa, od którego coraz bardziej świadomie się odsuwam (stąd nota bene rebranding z UXcamp na Productcamp). Cały czas spotykam się z opiniami, że naszą rolą jest co najwyżej projektowanie dla użytkowników plus może ich badanie. Wszystko, co wychodzi poza projektowanie i research, miałoby należeć do kogoś innego. Content to ten copywriter. Model biznesowy, ta babka z marketingu. Funkcjonalności? Biznes tak chciał. Cena? Stary, przecież to nie do mnie, ja się nie wtrącam, ja projektuję. Na świecie, dużo bardziej niż u nas, zaciera się granica między UX-owcem a produktowcem. Słowem, które najlepiej pokazuje tę ewolucję UX-owca w kierunku produktu jest Producent. Osoba, która będzie specjalistą w 2-3 dziedzinach (np. research, np. projektowanie), ale będzie miała minimum umiejętności i przede wszystkim chęci i umocowanie managementu, żeby prowadzić projekt od pomysłu do jego realizacji. Nie od strony budżetu czy terminów jak typowy PM, ale od strony merytorycznej, biznesowej. Musimy pamiętać, że UX nie zaczyna się w momencie narysowania ekranu, ale dużo, dużo wcześniej. I nie zaczyna się nawet od usera, od psychologii, od miekkich etno akcji, ale od excela, od cyfr, od chęci robienia zysku. Od sprzedawania korzyści. Od zaobserwowania luki w ofercie konkurencji. Od kapitalistycznej motywacji.

Przeciętny UX-owiec w Polsce jest za blisko użytkownika, a za daleko od biznesu. Mamy wpływ na ergonomię produktu, a za rzadko na jego wartość dla użytkownika i wartość dla biznesu. Większość CV, które do nas przychodzi to absolwenci SWPS. Taki humanistyczny profil wykształcenia specjalistów połączony z romantyczną interpretacją skrótu UX i oderwaniem od decyzyjności biznesowej jest fundamentem problemu. Nie pomagają też silosy korporacyjne i procesy w nich panujące. My tu w teamie biznesowym sobie wszystko obmyślimy, a ty ‘zaprojektuj’. UX to – między innymi – projektowanie, ale samo projektowanie to nie UX.

Wypadałoby dodać, że samo "obmyślanie" bez zderzenia z projektem, to też nie to. Dla mnie UX to trzy rzeczy:

  • Wyczucie biznesowe we wszystkich aspektach projektu (co warto robić i jak to zrobić - bo te generyczne procesy, co to o nich w książkach piszą, to wiadomo, że nic nie warte).
  • Praca z ludźmi tj. umiejętność zebrania informacji i komunikacji naszych racji, wniosków i decyzji, sprzedania projektu, nawigowania w korpo polityce.
  • Umiejętność pracy nad samym interfejsem od idei po realizację detali. (Jeżeli nie umiesz w swoim medium projektować, nie posiadasz w nim wystarczającej erudycji, to nie nazywaj się projektantem, as simple as that.)

Inaczej się nie da. Żaden Axure-srasksiur, Photoshop, Sketch, Bootstrap, Sharepoint, metody, badania, persony, customer journey, i inne głupoty nie są ważne, są tylko ewentualnym środkiem do celu, który w większości przypadków można nazwać jakimś działającym produktem, prowadzącym z kolei do celów biznesowych.

PS. English version of this article is available here - "2015: the year UX ended."